wrzesień

newsletter

»
 

reportaż >> Sudety

Znaki pokuty i pojednania

Grzegorz Grupiński

Znaki pokuty i pojednania
Mysłakowicki krzyż spogląda na Karkonosze fot. Grzegorz Grupiński

Przełęcz Kowarska, grudniowy poranek Roku Pańskiego 1429. Pierwsze promienie słońca oświetlają oszronione świerki na zboczach Karkonoszy. Wyczerpany Lorenz z ulgą zaczyna schodzić ku rodzinnemu Schmiedebergowi. I właśnie w tym momencie czuje na szyi przerażający chłód ostrej klingi miecza.

W niecałe 600 lat później zatrzymujemy się w tym samym miejscu, wracając z wycieczki na Wołową Górę (1033 m n.p.m. ) nieopodal Przełęczy Okraj. Teraz tkwi tu niezgrabny, kamienny krzyż, wystawiony przez mordercę. Jeden z dziesiątków takich pomników na terenie Sudetów. Można je spotkać na rozstajach dróg, na skraju wsi, przy średniowiecznych kościołach.
Są pasjonaci, którzy poświęcili lata życia na ich poszukiwanie, ratowanie i opisywanie, dzięki nim wiedza o krzyżach zwanych pokutnymi lub krzyżami pojednania to niemal osobna dyscyplina nauki. Są też i tacy, dla których wędrówki krzyżowymi szlakami w nierozerwalny sposób splotły się z chodzeniem po górach. Na przykład mój kolega Mariusz, który wraz z nami spogląda na Schmiedeberg, zwany dziś Kowarami:
– Zaczęło się w pierwszej klasie liceum. Jadąc na rajd w Rudawy Janowickie, kupiłem w kiosku miesięcznik „Karkonosze”. Był w nim artykuł Krzysztofa Tęczy
o krzyżach pokutnych ziemi jeleniogórskiej. Było w tych opisach coś niesamowitego. Uzmysłowiłem sobie, że wystarczy pokonanie niewielkiej odległości, aby stanąć oko w oko z kamienną pamiątką po zbrodni sprzed kilku wieków, stojącą gdzieś przy
polnej drodze. No i ten smaczek samego momentu odnajdywania krzyża... – zupełnie jak poszukiwanie skarbów.
Jedziemy dalej przez Mysłakowice, Jelenia Góra już na horyzoncie. Wtem zatrzymujemy się w szczerym polu.
– Zobaczcie, tutaj mamy kolejny krzyż, z pięknym mieczem – mówi Mariusz.
Mysłakowicki pomnik stoi pochylony w wysokiej trawie i spogląda na Karkonosze. Na kamieniu wyryty jest wyraźny wizerunek miecza. Wiele krzyży opatrywano rytem przedstawiającym narzędzie zbrodni. Zastanawiam się, dlaczego ten nad Kowarami nie ma żadnego rytu i gdzie jeszcze w górach można zobaczyć takie krzyże.
– Z tego, co się orientuję, najwyżej położony w Polsce krzyż pokutny jest w Rędzinkach w Rudawach Janowickich, ponad 800 metrów n.p.m. Kolejny nad Dusznikami w Górach Orlickich. Następne
– mniej więcej na 720 metrach – są położone właśnie na Przęłeczy Kowarskiej oraz w Batorowie w Górach Stołowych
– rzeczowo informuje Mariusz.
Krzyżowa tematyka zaczyna mnie coraz bardziej wciągać. Po powrocie do domu postanawiam odwiedzić te miejsca i drążę internet w poszukiwaniu dalszych informacji, kto, kiedy i dlaczego wystawiał te intrygujące dzieła.

Krzyż za stówę

A było to tak. Pochodzący ze Schmiedebergu Lorenz przez wiele lat ciężkiej pracy jako płatnerz w Habelschwerdt (dziś znamy to miasto pod nazwą Bystrzyca Kłodzka) dorobił się okazałej kamienicy w rynku. Niespokojne czasy wojen husyckich tworzyły świetną koniunkturę dla jego fachu. Niestety, podczas najazdu na ziemię kłodzką w grudniu 1429 roku husyci podkopali i zwalili bystrzycką wieżę kościelną, następnie wdarli się do miasta, grabiąc i paląc co popadnie, w tym dom Lorenza. Jemu samemu udało się ujść z życiem. Postanowił wrócić do rodzinnych Kowar i zacząć tam życie od nowa. Z sakiewką pełną złotych monet przedzierał się przez góry i lasy, aż czwartego dnia rano stanął na ostatniej przełęczy. Nie wiedział, że całą drogę z Habelschwerdt śledził go jego najzdolniejszy uczeń. Chciwy Lenhart długo nie mógł się zdecydować na cios, aż w końcu dokonał zbrodni.
Targany wyrzutami sumienia Lenhart sam zgłosił się do kowarskiego sądu, wyznając winę. I wtedy ruszyła zadziwiająca machina średniowiecznej jurysdykcji, podobna do współczesnych sądów polubownych. W trakcie procesu morderca zasiadł naprzeciw żony Lorenza, cudem ocalonej z husyckiego pogromu. W zamian za darowanie życia złoczyńca wyraził skruchę i zobowiązał się wypłacić wdowie 20 marek, pokryć koszty piwa wypitego przez skład sędziowski oraz aż do Wielkiejnocy okuty w zbroję sprzątać ulice Schmiedebergu. Następnie w ciągu dwóch lat Lenhart miał odbyć pielgrzymkę do Akwizgranu oraz własnoręcznie wykuć i wystawić kamienny krzyż na Przełęczy Kowarskiej. Dopiero po wypełnieniu wszystkich tych warunków przy krzyżu spotkali się morderca, wdowa i sędzia, dokonując symbolicznego pojednania.
Przez długie pokolenia kowarski krzyż przypominał okolicznym mieszkańcom o zbrodni, pokucie i chrześcijańskim pojednaniu. Potem, jak wiele krzyży, stał się po prostu niemym, niewiele wartym kawałkiem kamienia. Ktoś użył go jako słupka w ogrodzeniu, czego śladem jest wykuta dziura do zamocowania belki. Pomnik przestawiany był z miejsca na miejsce, aż w 2003 roku zniknął. „Odnalazł się” u dwóch pracowników leśnych, którzy zaproponowali jego odkupienie za jedyne 500 złotych Waldemarowi Markowskiemu, właścicielowi gospodarstwa agroturystycznego w Antoniowie. Cenę udało się stargować do 100 złotych.
– Zrobiłem to, bo wiedziałem, że ode mnie pojadą gdzie indziej i ktoś w końcu może go kupić, a krzyż wtedy przepadnie – mówił nabywca w wywiadzie dla „Nowin Jeleniogórskich”.
Po kilkumiesięcznej przepychance pomiędzy urzędnikami udało się ustalić, kto zorganizuje transport krzyża z podwórka pana Markowskiego i pomnik wrócił na przełęcz.

(…)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Wyślij artykuł znajomemu »